Piratsi jak to Piratsi. Technoid ich ściga, oni zwiewają, mecze przegrywają, ale się nie poddają. I chociaż nie posiadają fluxa grają dalej, bez względu na to czy są ścigani czy nie. Waleczna drużyna o dużych ambicjach, której kapitanem jest napastnik o imieniu Stevens.
Drużyna jak każda,
posiada holotrenera, stadion, planetę. Piratsi nazywają ją Archipelagiem Shiloe, który jest najczęściej ich schronieniem przed księciem Madoxem i jego robotami.
Pewnego ciepłego dnia jak to na Archipelagu bywało, Piratsi trenowali przed następnymi meczami pucharu Galactik Football. Wszyscy ustawili się na tym niewielkim kwadraciku a holotrener się zamknął.
Wnętrze holotrenera było jasne, boisko było koloru fioletowego a paski białego. Drużyna ustawiła się przy środku boiska, a przed ich oczami ukazał się obraz holograczy Rykers. Każdy z zawodników zajął swoje pozycje. Stevens i zawodniczka Rykers w starciu o piłkę. Napastnik podaje piłkę do kolegi, ten natomiast oddaje ją koleżance, która robi zwód i podaje do Stevensa, on zbliża się do bramki Kernor, zaraz może paść zwycięska bramka, ale… Ale co się dzieje? Jakaś zielona energia zaczęła otaczać napastnika, który z wielką determinacją gnał do przodu, w końcu strzela! Ale Kernor nawet nie drgnęła, dopiero po chwili odkryła, że piłka leży w siatce. A ten widok tylko zacisnęła zęby a potem rozpłynęła się w powietrzu. Zawodnicy zniknęli. Boisko zaczęło się zmieniać w kwadraty, które niosło do góry, a następnie wszystko w środku robiło się białe. Holotrener się otworzył. Wszyscy zawodnicy patrzyli z niedowierzaniem na Stevensa. Nikt nie mógł wyksztusić z siebie słowa, natomiast jego otaczała ciągle zielona fala, która prawie po chwili zniknęła. Jako, że ich trenerem był Sonny Blackbones, zapytał jako pierwszy.
- Stevens, co Ci się stało? Czy to jest flux? – zapytał z troską, martwiąc się o swojego najlepszego zawodnika. To czego drużyna Sonny’ego potrzebowała, to fluxa! Jako, że zawodnik go posiadał, jego drużyna mogła stać się lepsza, miała szanse wygrać puchar.
- Ja, ja nie wiem. Ale gdy to coś się we mnie obudziło, to poczułem się silniejszy i już nie byłem taki zmęczony.
Sonny jednocześnie słuchając Stevensa poszedł do maszyny w której są informacje o zdrowiu zawodnika itp…
- To niewiarygodne! Stevens to jest flux. Nasza planeta, ona zawsze w sobie go miała! On się w Tobie uaktywnił.
- Ale dlaczego tylko we mnie?
- Jestem pewien, że to tylko kwestia czasu nim flux będzie się budził w was wszystkich.
- SUPER! – wszyscy wykrzyczeli chórem.
- Dobrze dzisiaj macie wolne.
Stevensowi się strasznie nudziło, siedział w pokoju słuchał muzyki, oglądał powtórki różnych meczy, próbował znaleźć słabe punkty przeciwników i faktycznie kilka znalazł. Przejmował się bardzo odkrytym fluxem, nie wiedział czy on może być dla niego szkodliwy, i jakie ma zastosowania? Podejrzewał, ze to może być oślepianie, bo nie udanej interwencji Kernor, uważał, że to chyba oślepianie, ale nie był w stu procentach pewien. Pokój dzielił ze swoim bratem, który stał na pozycji bramkarza. Niebyło go, poszedł z kolegami z drużyny do jakiegoś baru. Stevens wolał posiedzieć w hotelu, a nie łazić po klubach, barach itp… W tym samym czasie do pokoju weszła Emma (zawodniczka numer 4 dla ścisłości)
- Hej Stev, masz ochotę na spacer? – zapytała z wielkim uśmiechem.
Stevens się tego nie spodziewał, to była jedyna zawodniczka z Pirates, która mu się wyjątkowo podobała.
- Tak, jasne. A gdzie mnie zabierasz? – zapytał uszczęśliwiony – z tego co wiem, na Shiloe nie ma ładnych okolic.
- Jeszcze zobaczymy, chodź! – złapała go za rękę i razem wyszli z hotelu. Szli do tego wyjątkowego miejsca jakieś 5 minut, gdy już byli na miejscu Stevens nie mógł uwierzyć w to co widzi. Tam było pięknie, gęsty las, krystaliczne jeziorko, mnóstwo kwiatów, po prostu raj. To była tajemnicza miejscówka Emmy, która przychodziła tu, gdy była zdenerwowana, spięta, lub gdy wykańczała ją presja przed nadchodzącymi meczami. Jako, że była zakochana w Stevensie, chciała go pocieszyć i porozmawiać z nim o jego nowym fluxie.
Usiedli sobie na ładnej malowanej ławce i zaczęli rozmawiać.
- Tu jest naprawdę pięknie, urodziłem się na tej planecie, a przez całe życie takiego miejsca nie znalazłem. – zachwycał się Stev.
- Widocznie mało chodziłeś po tym świecie. – zaśmiała się.
- Coś Ty, ja byłem wielkim podróżnikiem swego czasu, jak miałem dwanaście lat zgubiłem się w lunaparku podczas mojego pobytu z rodzicami na Genesis. A jeszcze wcześniej zaplątałem się w siatce rybackiej mojego taty, ale tak się zaplątałem, że siatkę trzeba było ciąć.
- Haha, Ty to miałeś zabawne dzieciństwo. Mi też się przytrafił wypadek, brat przylepił mnie do krzesła jakimś super klejem, musiałam iść do pokoju ściągnąć spodnie razem z krzesłem, co było bardzo trudne. Trzeba było założyć nowe spodnie. Tydzień później wycięłam mu ten sam numer, ale znowu się dla mnie źle skończyło, dostałam szlaban na 3 dni. – opowiadała Emma, próbując wywołać uśmiech u jego kolegi. Nie, nie kolegi. Oni byli przyjaciółmi, Stevens tak samo był zakochany, ale bał się to powiedzieć, myślał, że ona go odrzuci lub go wyśmieje, ale powoli nie mógł wytrzymać, chciał ją pocałować, przytulić, złapać za rękę, pogłaskać po głowie, cokolwiek… Ale nie miał odwagi. Emma czuła to samo, zauważyła, że Stevens też coś do niej czuje, ale bał się jej o tym powiedzieć, więc ona poczyniła pierwszy krok. Złapała go za rękę, przybliżyła się do niego, a Stevensowi zrobiło się gorącą, czyżby zdobył dziewczynę? Więc pomyślał, że jeżeli ona złapała go za rękę i przytuliła się do niego, to on mógł zrobić coś więcej, i właśnie tak zrobił. Ich głowy zbliżały się do siebie, były coraz bliżej, aż w końcu ich usta połączyły się w długim i czułym pocałunku. To wydarzanie od razu odmieniło ich życie. Siedzieli w tym miejscu tak długo, ale nie nudziło im się, wzajemna miłość, to był sposób na nudę, z którego korzystali do końca tego miłego popołudnia. Razem wrócili do hotelu i rozeszli się do pokoi. Emma opowiedziała wszystko swoim przyjaciółkom, które bardzo jej zazdrościły i życzyły jej też powodzenia. Natomiast Stevens odzyskał życie, to nie był już taki małomówny, zamknięty w sobie kapitan. Był otwarty, towarzyski żartobliwy, a każdą wolną chwile spędzał z ukochaną Emmą. Ich związek zaczynał się coraz bardziej rozwijać. Randki, wypady do kina, restauracje, nic i nikt nie psuł im dobrej zabawy. Zaczęły się rozgrywki o puchar Galactik Football. Piratsi zaczęli ciężko trenować, Emma odkryła fluxa drużyny, który nosił nazwę „Błysk”, a nazywał się tak, ponieważ oślepiał przeciwnika na 10 sekund. Pierwszy mecz Piratsi mieli zagrać z drużyną Cyclops, który zakończył się zwycięstwem Pirates 3:0. Nawet fluxa nie musieli używać, żeby wygrać to spotkanie. Piratsi brnęli dalej, do pucharu. Później zmierzyli się z Rykersami, i zwyciężyli wynikiem 4:1. Stevens oraz Emma byli najbardziej zgranymi zawodnikami, którzy strzelali najwięcej bramek. Ich miłość ciągle rozkwitała, a mecze ciągle wygrywali. Wszyscy posiadali już błysk, który dodawał im mnóstwo energii. Tym samym Piratsi doszli do półfinałów w których mieli się zmierzyć z Technodroidami V3. To był ciężki mecz, zwłaszcza, że założycielem drużyny był sam Duke Madox, człowiek, który nienawidził Piratów. Piratsi wygrali z wynikiem 1:2, to nie te same Technodroidy, które były pokonane przez Snow Kids 6:4, to były roboty nad którymi pracownicy pracowali przez cztery lata, zgadza się cztery. Poprawki ulepszenia, programowanie, to wszystko zajęło im równe cztery lata.
Sonny był dumny ze swoich zawodników, doszli do finału, czego nikt się nie spodziewał. Byli faworytami, a błysk dodawał im pewności siebie i siły. Puchar Galactik Football zapowiadał się największym widowiskiem stulecia. Piratsi mieli grać z wielkimi Xenonsami, oby dwie drużyny trenowały do ostatniej kropli potu. Od tego meczu dzieliło ich zaledwie 12 godzin, które Piratsi wykorzystali na przygotowania do walki, walki o życie. Stevens oraz Emma trenowali najciężej, żeby jeszcze bardziej sobie zaimponować, i faktycznie tak było. Po 3 godzinnym treningu, drużyna musiała się porządnie wyspać na jutrzejszy finał.
- Dobranoc Stevens, wiesz, że mamy puchar do wygrania. – powiedziała Emma i przytuliła się do swojego chłopaka, który pocałował ją w czoło i poszedł do pokoju gdzie zastał brata, który już dawno był pogrążony we śnie.
Następnego dnia, cała galaktyka trąbiła o wielkim wydarzeniu, o meczu Pirates vs. Xenons. Zawodnicy spali osiem godzin, a jeszcze jedną pozostawili na rozmowę i jeden niewielki trening. Musieli być w formie, taka szansa mogła się już nie zdarzyć. Sonny ustalił im taktykę gry, a Stevens ujawnił słabe punkty Xenons i ich mocne strony.
Zawodnicy ustawili się na tych małych śmiesznych platformach, które zawoziły graczy na stadion. Stevens złapał Emmę za rękę i uśmiechnął się. Mimo, iż Emma tego nie zauważyła, czuła że jej ukochany chłopak się do niej uśmiecha więc odwzajemniła go, a Stevens poczuł to samo. Platforma zatrzymała się kilka centymetrów na boiskiem a drużyny zaczęły z nich schodzić. Stevens oraz Luur ustawili się na środku boiska, piłka miała wyskoczyć. Jako, że błysk miał dwa zastosowania, napastnik mógł wyskoczyć bardzo wysoko. Czyli wysokie skoki i oślepienie. Dwa bardzo dobre zastosowania.
Dwaj napastnicy stali naprzeciw siebie z zaciśniętymi pięściami, oby dwaj byli nakręceni i nastawieni na zwycięstwo. Bramkarzy zjadała trema, ale przez chwile, bo gdy piłka wystrzeliła w górę musieli skupić się na grze. Luur jako pierwszy przejął piłkę, Stevens zeskoczył na murawę.
- I rozpoczęli! – krzyknęła Cally Mystic bardzo podekscytowana.
Stevens zdawał sobie z potęgi żaru, fluxa który należał do Xenonsów.
Emma jako pomocniczka pokazała, że dziewczyna nadaje się do gry w piłkę, odbierała każdą piłkę podawała do Stevensa, który bardzo często tracił piłkę, ale miał też kilka zagrań na bramkę rywali.
I tak mijała pierwsza połowa, wynik wciąż był taki sam, czyli 0:0.
- Koniec pierwszej połowy na stadionie Genesis, w tym tak bardzo emocjonującym finale. Piratsi pokazali wspaniałą grę defensywną. Ale było mało zagrań na bramkę, widocznie Stevens ich niesamowity kapitan stracił siły. Ale dlaczego – skomentował Nork.
- Zgadzam się z Tobą, Stevens w poprzednich meczach dominował przeciwników. Jako król strzelców z piętnastoma golami na koncie, w tym meczu nie pokazał nic ciekawego. – dodał Barry.
- Nie zapominajcie, że jest jeszcze druga połowa, wszystko może się wydarzyć. – upomniał Artegor.
- Masz rację Artegor, podczas tych wszystkich meczy, wszyscy zauważyli, że Piratsi grają lepiej w drugich połowach, ale za to Luur staje się bardzo agresywny. – dodała Cally.
- Stevens, zależało Ci na pucharze bardziej niż nam, a w ogóle się nie starasz! – powiedział zdenerwowany kolega.
- Co się stało? Powiedz mi, wiesz, że mi możesz to wyjawić. – pocieszała go Emma.
- Ja przepraszam, sam nie wiem co się ze mną dzieje. – odpowiedział zasmucony.
- Braciszku, musimy wygrać ten puchar, to nasze przeznaczenie. Ile razy w ćwierćfinałach byliśmy wyeliminowani, w półfinałach i w ogóle. A teraz gramy w samym finale, wiesz, że to jest coś, co nie mogliśmy osiągnąć przez te lata. Nie możemy się teraz poddać – Tony dodawał Stevensowi ducha walki, który zaczął się powoli budzić. (Może być imię Tony? Tak chyba może)
- Macie racje! To jest nasz puchar i nie możemy teraz go stracić, za dużo przeszliśmy, żeby się teraz poddać. Dalej wygrajmy te finały! Wreszcie udowodnimy, że jesteśmy dobrą drużyną, nikt w nas nie wierzył przyszedł czas, żeby to zmienić! – krzyknął Stevens, pełen siły do następnej połowy.
- Zawodnicy ponownie wychodzą na boisko, zobaczymy co teraz nam pokarzą.
Wszyscy ustawili się na swoich pozycjach.
- Stevens i Luur ponownie w starciu o piłkę… Ale to niesamowite, napastnik Piratsów użył fluxa i trącił piłkę! Proszę państwa zaczynamy drugą połowę finału o puchar Galactik Football! Nie odchodźcie od holo-telewizorów.
- Stevens biegnie z piłką na bramkę Xenons, mija obronę! Przygotowuje się do strzału… O nie! Stracona szansa, piłka odbiła się od słupka… Strzela ponownie i .... Dobra próba, ale niestety nie trafił.
Bramkarz Xenons szybko wznawia grę, jak widać Luur jest gotowy wygrać ten mecz – komentuje Barry.
- Ale Emma błyskawicznie odbiera piłkę Luurowi i podaje Stevensowi, który oddaje piłkę koledze.
Tak toczył się mecz do ostatnich minut, po tym miała zadecydować złota bramka i tak też się stało. Pojedynek był bardzo zacięty. Wreszcie była pierwsza okazja do strzału, ale dla Xenonsów. Tylko, że bramkarz nie poddał się, gdy Luur przymierzał się do strzału Tony błysnął fluxem, a piłkę kopnął na ślepo. I tak zaczęła się akcja, wielka bitwa o złotą bramkę. Ale zawodnik Piratsów został sfaulowany, to była ostatnia szansa dla Piratsów. Stevens ustawił piłkę do rzutu wolnego.
- Proszę państwa, teraz wszystko się rozstrzygnie, czy Stevens strzeli i Piratsi wygrają puchar, czy też Xenons pokonają ich w karnych… Na trybunach zrobiło się Cicho, wszyscy wstrzymują oddech, czy Piratsi po raz pierwszy w historii GFC zdobędą puchar? Zaraz się dowiemy...
Napastnik z numerem dziewięć zamknął oczy, skupił się. „Teraz albo nigdy’’ pomyślał, wyzwolił błysk, podał do kolegi który z fluxem posłał wysoką piłkę Emmie, ta wyskoczyła w górę i oddała potężny strzał na bramkę Xenonsów, tak potężny, że energia błysku rozeszła się po połowie boiska. Piłka z ogromną prędkością leci na bramkę i ….
GOOOOOL!
Piratsi wygrali puchar GF! To niesamowite wyjątkowe, fenomenalne! Tłumy wprost szaleją! Wspaniałe zwycięstwo drużyny Pirates, którego nikt się nie spodziewał! Luur zawiedziony chodził po środku boiska, Stevens podszedł do niego i wyciągnął dłoń, natomiast Luur ją uścisnął i pogratulował dobrego meczu. Później zszedł z boiska a tym czasem Stev podbiegł do Emmy.
- Emma proszę Cię, odbierz puchar.
- Ale to ty jesteś kapitanem, ja nie mam prawa.
- No właśnie jestem kapitanem i rozkazuje Ci go odebrać.
- Jeżeli to rozkaz kapitana, to muszę go wypełnić. – przytuliła się do niego i poszła na środek boiska, gdzie puchar cały w zielonej energii wędrował do rąk pomocniczki. Odebrała go i zwycięsko podniosła do góry. Po tym flux rozszedł się po całym boisku, a na trybunach ogromna wrzawa. Puściła puchar, który poleciał na okrążenie całej galaktyki. Zawodnicy ustawili się w rządku, Emma obok Stevensa, a obok niego Tony. Potem Piratsi świętowali pierwsze zwycięstwo w pucharze GF. I wszystko dobrze się skończyło…
Zgadza się nagły atak weny
I jak podobało się? Będzie nowa era czwartego sezonu, ale czasami wrzucę i takie.
Dziękuje za uwagę!